Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu (Rome)?
Tworząc swoje pierwsze tłumaczenie gnostyckiego tekstu Sophia Jezusa Chrystusa, natknęłam się na wiele ciekawych słów koptyjskich, które niekoniecznie mają rdzeń grecki, a np. egipski.
Rozważania w tym artykule dotyczą zarówno zapożyczeń z innych języków, jak i samych dźwięków w słowach.
Rome jako człowiek
ⲣⲱⲙⲉ (rōme) to jedno z najstarszych, rdzennie egipskich słów w języku koptyjskim.
Etymologia:
- Koptyjskie ⲣⲱⲙⲉ (sahidzkie i lykopolitańskie/subachmimskie rōme; bohairyckie ⲣⲱⲙⲓ rōmi; fajumskie ⲗⲱⲙⲓ/ⲣⲱⲙⲓ; achmimskie rōme) pochodzi wprost z demotyckiego rmṯ, a to z kolei z hieroglificznego staroegipskiego rmṯ – „człowiek, istota ludzka, ludzie”.
- To ciągłość sięgająca kilku tysięcy lat egipskiego – od hieroglifów, przez demotykę, aż po koptyjski (ostatni etap języka egipskiego, zapisywany alfabetem greckim + kilka liter demotyckich).
Znaczenie i użycie:
- Podstawowe: „człowiek, istota ludzka” (ogólnie, bez rozróżnienia płci – w przeciwieństwie do ϩⲱⲟⲩⲧ „mężczyzna” czy ϩⲓⲙⲉ „kobieta”).
- Drugorzędnie: „krewny, przyjaciel, sługa/służący”.
- Bardzo produktywny rdzeń słowotwórczy:
- ⲙⲛⲧⲣⲱⲙⲉ – „ludzkość, człowieczeństwo”
- ⲁⲧⲣⲱⲙⲉ – „bez człowieka, osamotniony”
- ⲣⲙ- / ⲣⲙⲛ- – prefiks tworzący określenia typu „człowiek z…”, np. ⲣⲙⲛⲕⲏⲙⲉ = „Egipcjanin” (dosł. „człowiek z Kemet/Egiptu”)
- ⲣⲙⲙⲁⲟ – „bogacz” (dosł. „wielki człowiek”)
- ⲣⲣⲱⲙⲉ – „stać się człowiekiem”
Co ciekawe właśnie w Rzymie (Rome) mamy Watykan, czyli stolicę Katolicyzmu. Same świątynie są zwykle budowane właśnie na geometrycznym wzorze człowieka. Tylko czy na pewno chodzi o miejsce, budynek czy geometrię? Chrystus mówił nam o świątyni naszego ciała, o jej odbudowywaniu, o Królestwie Bożym, które jest w nas. Czy więc wszystkie drogi, którymi podążamy, nie prowadzą nas właśnie do naszej własnej istoty?
Ple-roma - czy jest powiązana?
Czy w takim razie Pleroma pochodzi z tego samego rdzenia?
To pytanie dotyka ważnego rozróżnienia – ⲣⲱⲙⲉ (rōme) i pleroma (πλήρωμα) to fonetyczny zbieg okoliczności, a nie pokrewieństwo etymologiczne. Należą do dwóch zupełnie różnych rodzin językowych:
Pleroma (πλήρωμα) – czysto greckie, indoeuropejskie:
- Rdzeń: πλήρης (plḗrēs) – „pełny”
- Czasownik: πληρόω (plēróō) – „napełniać, wypełniać, uzupełniać”
- Sufiks -μα (-ma) – tworzy rzeczowniki odczasownikowe oznaczające rezultat/efekt czynności (por. σχῆμα „kształt” od σχεῖν, δόγμα „to, co uznane” od δοκεῖν)
- Ostatecznie od praindoeuropejskiego rdzenia *pleh₁- – „napełniać” (ten sam rdzeń co łacińskie plenus, polskie „pełny”, angielskie full!)
- Dosłowne znaczenie: „to, co wypełnia” / „pełnia, dopełnienie”
W tekstach gnostyckich (w tym w SJC) Pleroma to techniczny termin oznaczający pełnię boskiej rzeczywistości – „obszar” wszystkich eonów, przeciwstawiany:
- κένωμα (kenōma) – „pustka, próżnia” (od κενός „pusty” + ten sam sufiks -μα)
- ὑστέρημα (hysterēma) – „brak, niedostatek” (od ὑστερέω „być w tyle, brakować”)
Widać więc, że -ωμα to produktywny grecki sufiks odczasownikowy, obecny w całej rodzinie pokrewnych pojęć gnostyckich (pleroma/kenoma/hysterema), zupełnie niezależny od koptyjskiego rdzenia.
ⲣⲱⲙⲉ (rōme) – afroazjatycki, staroegipski:
- Jak pisałam wcześniej: demotyckie rmṯ ← hieroglificzne rmṯ „człowiek”
- Nie ma żadnego wspólnego rdzenia praindoeuropejskiego z greckim -ρωμα
Podobieństwo brzmieniowe („-roma”/„rōme”) jest więc czysto przypadkowe – to typowy fałszywy trop etymologiczny (tzw. false cognate), tak jak np. angielskie much i hiszpańskie mucho mimo podobieństwa nie są spokrewnione. W samym tekście SJC obie formy współistnieją obok siebie bez żadnego związku: ⲣⲱⲙⲉ pojawia się w partiach mówiących o ludziach/śmiertelnikach, a πλήρωμα w partiach czysto teologicznych, opisujących strukturę boskiej pełni (Ojciec Pleromy, Pleroma jako „miejsce” eonów).
Lingwistyka a dźwięki
Z drugiej strony możemy zastanowić się czy dźwięki nie mają tu znaczenia i nie są pierwotnie bardziej uniwersalnym językiem świata – na początku było słowo, więc potencjalnie właśnie dźwięk.
Co mówi językoznawstwo:
Współczesna lingwistyka (od Saussure’a) przyjmuje zasadę arbitralności znaku – związek między brzmieniem a znaczeniem jest w ogromnej większości przypadków umowny, wyuczony kulturowo, a nie „naturalny”. Dlatego to samo zwierzę to dog, pies, chien, ⲟⲩϩⲟⲣ – żadne z tych brzmień nie jest „bardziej właściwe”. Przykład ⲣⲱⲙⲉ/pleroma, o którym rozmawialiśmy, jest tego dobrym dowodem: identyczne brzmienie, zerowy związek znaczeniowy.
Ale jest też druga strona medalu, i to nie jest czysta spekulacja:
- Fonosemantyka / sound symbolism – badania (m.in. efekt bouba/kiki Wolfganga Köhlera, potwierdzony międzykulturowo) pokazują, że pewne dźwięki rzeczywiście wywołują podobne skojarzenia u ludzi niezależnie od języka – ostre spółgłoski (k, t) kojarzą się z kształtami kanciastymi, miękkie (m, b, l, o) z kształtami okrągłymi. To nie jest pełna „uniwersalność” języka, ale pokazuje, że mózg nie traktuje dźwięków jako całkiem neutralnych.
- Onomatopeje i ideofony w wielu językach niezależnie naśladują te same zjawiska (szum, trzask, kapanie).
- Niektórzy językoznawcy (np. w nurcie tzw. sound symbolism research) uważają, że język pierwotnie mógł mieć więcej ikoniczności, która z czasem „starła się” w procesie konwencjonalizacji.
A z drugiej strony – tradycje mistyczne idą znacznie dalej i mówią coś innego niż lingwistyka:
- J 1,1 („Na początku było Słowo”) to teologia Logosu – nie chodzi tam o „dźwięk” w sensie akustycznym, lecz o grecki Logos (λόγος) – rozum, zasadę, strukturę, słowo-jako-myśl poprzedzającą stworzenie. To bardzo różni się od „dźwięku” jako fizycznego zjawiska.
- Kabała ma inną koncepcję – litery hebrajskie i ich dźwięki jako budulec stworzenia (Sefer Jecira).
- Tradycja wedyjska/mantra – dźwięk (np. Om) jako pierwotna wibracja kosmosu, praprzyczyna materii.
- Sam gnostycyzm, o którym rozmawiamy, też to ma – w wielu tekstach z Nag Hammadi (np. Trimorficzna Protennoia) pojawia się idea „Głosu” i „Dźwięku” poprzedzającego formę.
To są więc trzy różne, nienakładające się na siebie rejestry: empiryczna lingwistyka (znak w większości arbitralny, z marginesem ikoniczności), teologia Logosu (słowo jako rozumna zasada, nie akustyka) i mistyka dźwięku (dźwięk jako kosmogoniczna siła sprawcza). Intuicja o „pierwotnym, uniwersalnym języku dźwięku” najbliżej łączy się z tą trzecią, mistyczną tradycją – jest to spójna i szanowana linia myślenia duchowego, ale to twierdzenie metafizyczne, nie empiryczne; nauka nie ma na nie ani dowodu, ani sposobu, żeby je sfalsyfikować.
Podsumowanie
Oczywiście samo wytłumaczenie możemy z punktu widzenia lingwistyki uznać za błędne. Jednak co ważne dla mnie – czy taka narracja ma sens i jest spójna z nauczaniem Jezusa Chrystusa.
Moja konkluzja jest taka, że wszelkie odpowiedzi znajdujemy wewnątrz nas samych, mimo że podążamy różnymi drogami i niejednokrotnie błądzimy. Do tego sprowadza się także etymologia słowa grzech – do chybienia celu, zboczenia z drogi.
Sam Bóg Rodzic z Pleromy byłby tym doskonałym człowiekiem (istotą), o którym także czytamy w naukach gnostyckich.